czwartek, 23 marca 2017

Prolog: Lew na ulicach

W dużym, przytulnym salonie, w fotelu przy kominku, siedziała starsza kobieta.
Wieczór był już późny, jednak nie myślała jeszcze kłaść się spać.
Zresztą miała towarzystwo - dwójka dzieci, chłopiec i dziewczynka, usadziła się wygodnie na poduszkach przed nią, czekając aż uraczy ich kolejną wspaniałą historią.

-Więc..pragniecie żebym wam coś opowiedziała, prawda?

-Bardzo chcielibyśmy usłyszeć jedną z twoich opowieści. Żyjesz tak długo i tak wiele widziałaś..- odpowiedziała dziewczynka, z niekrytym zaciekawieniem w głosie

-Dobrze, że przypominacie mi o moim wieku - zaśmiała się cicho - Nie, nie martwcie się - jestem starą kobietą a moje życie było bardzo ciekawe. Mam o czym opowiadać.
Którą historię chcielibyście usłyszeć?

-Opowiedz nam historię o Równowadze - poprosił chłopiec.

-Chcecie usłyszeć historię Równowagi? To długa opowieść, moje dziecko, i nie odważyłabym się opowiadać jej o tej godzinie - kobieta zaśmiała się znów i zamyśliła na chwilę - Ale może mogłabym wam opowiedzieć pewną historię, którą słyszałam bardzo dawno temu...historię która stała się punktem zwrotnym w dziejech Równowagi i która wprawiła w ruch koła, obracające się po dziś dzień..

-Tak, prosimy, chcemy ją usłyszeć - odrzekł chłopiec, i ułożył się wygodniej, czekając niecierpliwie aż starsza pani zacznie opowiadać.

-Dobrze. Opowieść ta, jak wszystkie dobre opowieści, zaczyna się tam gdzie się kończy, w wieży, w królestwie którego już nie ma...

                        . . .

Pośrodku bezdennej przepaści, w ponurej, pustej krainie, stała ogromna wieża.
W wieży tej, zawieszony w słupie jasnego, błękitnego światła, spoczywał strażnik - człowiek, choć cały nagi i połyskujący nieziemskim światłem.
Tuż za jego plecami, znajdowało się wielkie koło a w kole kamienny dysk.
Strażnik ów przez wiele, wiele lat, sprawował swą funkcję jak należy, jednak...nagle zbudził się, i opadł na ziemię, wychodząc ze strugi światła w której cały czas przebywał.
Dysk rozpadł się, a znajdujący się w kole uroboros, zaczął pożerać swój ogon...

                         . . .

Był wczesny ranek, dzień w Newport dopiero wstawał, więc za oknami panowała jeszcze szarówka.
W malutkim pokoiku, w łóżku, spała młoda dziewczyna.
Nagle poruszyła się niespokojnie..to znów nawiedził ją jeden z jej koszmarów, które ostatnimi czasami miewała aż nazbyt często.

-Och, nie! Nie mówcie że znowu śnię..- westchnęła ciężko, stojąc na urwisku, nad przepaścią której dna nie było widać - Wiesz co, miło było by raz, jeden jedyny raz, przespać porządnie całą noc, a nie budzić się z krzykiem o czwartej nad ranem.

Dziewczyna rozejrzała się wokoło.
Widok wprost zapierał dech w piersiach - pierwsze promienie wschodzącego słońca oświetlały skalisty krajobraz gór o specyficznych kształtach.
Sielankowy widok psuły jednak ciemne chmury, które powoli zbierały się gdzieś daleko na horyzoncie.

-Chyba zbliża się burza. To  powinno dać mi do myślenia, że powinnam się obudzić..- stwierdziła ponuro i poszła wgłąb urwiska, gdzie rosło wyraźnie martwe już drzewo.
Nagle ziemia zatrzęsła się lekko, a z gniazda obok drzewa, wytoczyło się wielkie jajo, szczęśliwie zatrzymując się na wystających nad przepaść korzeniach.

-Och, świetnie..pewnie jak nie uratuję tego jaja, czeka mnie siedem lat nieszczęścia czy coś w tym rodzaju..

April próbowała więc uchwycić jajo, jednak bezskutecznie.
Zrezygnowana odsunęła się w stronę drzewa, i oparła o wystającą gałąź, która po chwili złamała się z chrzęstem.
Wtem z drzewa wydobyło się głośne westchnienie, i po chwili w jego pniu pojawiła się twarz.

-Ooch..cierpienie które musimy znosić..- zajęczała twarz, spoglądając gniewnie na dziewczynę.

-K..kim jesteś? - spytała wyraźnie zdezorientowana.

-Jesteśmy głosem wszystkich drzew. Duchami lasu i liści.

-Jesteś gadającym...drzewem?

-Nie - odparł spokojnie duch - Drzewa nie mówią, przynajmniej nie waszym językiem.
Mowa drzew to mowa lasu, korzeni i liści.
Jesteśmy głosem wszystkich drzew, zawsze gdy dzieje się niesprawiedliwość, przemawiamy w imieniu drzewa, o ile tylko jesteśmy w pobliżu.

-To przez tę gałąź..nie powinnam była..- speszyła się lekko

-Och, jakie to ma znaczenie..jesteśmy tu tylko by złagodzić ostateczny koniec.

-Koniec? Co się stało z drzewem?

-Och, my...gdy szalała bitwa, między Matką a Czarnym Chaosem..ona tylko chroniła swoje dziecko, ale to nic nie zmienia. Siła starcia wstrząsnęła górą.
Strumyk który nas karmił, zmienił bieg, a bez wody zaczęliśmy usychać i umierać.
A teraz zawiedliśmy...pilnowaliśmy jaja, podczas nieobecności matki, lecz słabi i uschnięci, nie możemy pomóc...rozmawiamy a nasz czas ucieka, zostaw nas.

Twarz w drzewie umilkła i zniknęła.
April jednak nie zamierzała się poddać, sen czy nie sen, nie mogła tak po prostu zostawić tego jaja i drzewa, postanowiła poszukać sposobu by je uratować.
W gnieździe znalazła wielką łuskę, i wtem zaświtał jej w głowie pomysł. Połączyła ją ostrożnie z ułamaną przez siebie gałęzią, i tak skonstruowany lejek, umieściła przy wyrwie, gdzie strumień zmienił bieg.
Woda znów popłynęła w starym kierunku, do drzewa, które już po chwili odzyskało życie.
Duch lasu zjawił się ponownie, poruszył korzeniami drzew i odstawił jajo bezpiecznie do gniazda.
Wtem rozległ się głośny ryk.

-C..co to było? - wystraszyła się April, długo jednak nie musiała czekać na odpowiedź.
Po chwili do gniazda wróciła Matka - Smoczyca, połyskująca błękitnym, jasnym światłem.

-To ty. Przyszłaś - rzekła Matka - April...córko..czekałam na ciebie.

-Czekałaś? - zdziwiła się April - Dlaczego?

-Ponieważ to zaczyna się tutaj, z tobą, tak jak zawsze się zaczynało.
Dzielenie i łączenie. Ból i radość. Zmierzch starości i świt nowego. Inny świat.
Jestem matką tego co jest teraz, ale ty - ty jesteś matką przyszłości, która może nadejść.

-Skąd będę o tym wiedziała? Skąd mam wiedzieć co mam robić?

-Poprowadzę cię i będę chronić jak tylko zdołam. Ale ostatecznie będziesz zdana tylko na siebie.

-Boję się...

-Zawsze się bałaś, moje dziecko. Moja córko.

Wtem rozległ się głośny, złowieszczy dźwięk. Smoczyca zaryczała głośno, i skuliła się w swoim gnieździe, a na niebie pojawił się wielki, czarny, błyskający wir, który wystrzelił w April czarnymi kulami, zrzucając ją w przepaść....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz