April wylądowała w końcu na końcu jakiejś wąskiej, bocznej uliczki. Nie było to już jednak Newport - dziewczyna nie potrzebowała nawet specjalnie się rozglądać żeby wiedzieć że znów wylądowała w Arkadii.
A konkretniej Markurii, choć tej części miasta nie zwiedziła ostatnim razem - stała właśnie przed przyjaźnie wyglądającą oberżą, zza drzwi której dochodziły przytłumione odgłosy jakiejś zabawy.
Nie chcąc się włóczyć po nocy po nadal dość obcym miejscu, April skierowała swe kroki właśnie tam, zastanawiając się głęboko kto mógł otworzyć tunel, i jak ma wrócić, jeśli Cortez nawet nie wie że się tu zjawiła.
Wnętrze oberży okazało się wyjątkowo przytulne.
W wielkim kominku, przy ogromnym wygodnym fotelu płonął ogień dając przyjemne ciepło, przy małych stolikach siedziało kilka parek, a w drugim pomieszczeniu natomiast trwała już właściwa zabawa - ludzie, jak i istoty innnych ras, których Ryan nie znała, tańczyli i śpiewali jakieś radosne pieśni.
April podeszła nieśmiało do krzątającej się wokoło, przysadzistej kobiety, i zagadnęła na powitanie.
- Przepraszam? Pani tu pracuje, prawda?
- Pracuję? To ja prowadzę ,,Podróżnika", drogie dziecko. W czym mogę pomóc?
- Strasznie przepraszam, nie wiedziałam...co to za przyjęcie obok?
- Co to za przyj...ach, czyżbyś nie wiedziała? To Święto Równowagi. Nigdy nie brałaś udziału w jego obchodach?
- Niestety nie, jestem..ee..niezbyt lubię przyjęcia.
- Dawniej świętowanie trwało całe trzy dni i noce, i nikt nie bał się okazywać swojej radości, ale w tym roku wszyscy obawiają się Awangardy i ich popleczników. Dlatego teraz obchodzimy to święto za zamkniętymi drzwiami, tylko przez jedną noc. Ale wciąż jest dużo jadła i napoju, jeśli chcesz możesz się przyłączyć.
- Wolałabym nie. Nikogo tu nie znam...pochodzę z innego miejsca, to daleko stąd...
- To widać. Jeśli jednak zmienisz zdanie, śmiało..!
April wdała się w dłuższą rozmowę z oberżystką.
Benrime, bo tak miała na imię właścicielka lokalu, opowiedziała jej co nieco o samym święcie, innych zwyczajach, magii a także samej Markurii i obecnej sytuacji w mieście.
Kobieta musiała jednak w końcu wracać do gości.
April natomiast zrobiła się senna a wygodny fotel przy kominku wyglądał wyjątkowo zachęcająco.
Drogę przypadkiem zagrodziła jej jednak jakaś istota - z pewnością nie człowiek, miał ziemistą cerę, wielką, bezkształtną głowę z małymi oczkami na których spoczywał dziwaczny monokl, przeraźliwie chude i krótkie nogi i był co najmniej dwa razy niższy od April, choć to akurat była trochę zasługą zgarbionej postawy.
- Dziękuję ci, April Ryan..- odezwał się ni stąd ni zowąd
- C..co? Skąd znasz moje imię?
- Nie ma czasu, ale już wkrótce będzie czas dla mnie i dla ciebie. Dużo czasu. Mówisz do mnie, April Ryan. Rozmawialiśmy.
- Nie rozumiem co...i skąd znasz moje imię? - powtórzyła raz jeszcze, mając teraz całkowity mętlik w głowie - Kim jesteś?
- Czyżbyśmy się jeszcze nie spotkali? W takim razie przepraszałem, że wprowadziłem cię w błąd. Będę Abnaxus z Venar, ambasador przy Radzie Ayrede w Markurii.
- Chyba bym pamiętała gdybyśmy się spotkali. Kto ci powiedział jak mam na imię?
- Ty. Wypowiadasz je. April Ryan. Właśnie teraz mówisz mi jak masz na imię, pytasz mnie skąd je znam i życzysz mi żeby Równowaga nade mną czuwała w drodze do domu.
- Wybacz ale..naprawdę nie wiem o czym mówisz..
- Nam też ciężko cię zrozumieć, April Ryan. My, Venarowie, nie odbieramy czasu tak jak wy. W tej chwili jesteśmy wszędzie. W tej chwili nie jesteśmy nigdzie.
Ale jest zasłona. Za nią nie możemy nic dostrzec, a ty dostrzegłaś. Dostrzeżesz. Dostrzegasz.
Zasłona stworzona przez chaos, która rzuca cień na naszą przyszłość..
- Co to wszystko ma ze mną wspólnego?
- Było późno. Ty byłaś zmęczona. Rozmawialiśmy wczesnym rankiem, kiedy przyszłaś mnie odwiedzić. Teraz rozumiesz wszystko. Dziękuję ci, April Ryan. Ciebie również Równowaga niech ma w swojej opiece.
- Czy mam rozumieć że właśnie zaprosiłeś mnie do swojego domu?
- Zaproszę cię. Zaprosiłem. Zapraszam cię do mojego domu. W miejskich ogrodach Markurii, tam go znajdziesz. Zanim przyszedł chaos. Wyjaśniam ci wszystko a ty zrozumiałaś.
- Wygląda na to że już przyjęłam twoje zaproszenie więc chyba nie mam wyboru..
- Tak właśnie powiedziałaś. Dobrej nocy - pożegnał się i i odszedł powoli, wychodząc z oberży.
April natomiast usiadła w końcu w fotelu do którego zamierzała się wcześniej, i zasnęła...
Wczesnym rankiem zbudziła ją Benrime, przygotowująca lokal do otwarcia.
April pomogła jej w szprzątaniu i zmywaniu, choć tak chcać się odwdzięczyć za gościnę, a w nagrodę dostała jeszcze garść dużych złotych monet, którym przyglądała się dłuższą chwilę z zainteresowaniem, zanim podziekowała i wyszła do miasta.
Dzień był wyjątkowo ciepły i słoneczny a uliczki Markurii pełne przechadzających się ludzi i istot.
Dziewczyna szybko opuściła zaułek w którym wylądowała zeszłej nocy, i skierowała się w stronę centrum miasta, szukając wspomnianych przez Abnaxusa ogrodów miejskich.
Nie zajęło jej to nawet zresztą dużo czasu - wkrótce jej oczom ukazał się spory, zielony placyk, pośrodku którego stał kamienny domek, wyglądający jakby ktoś zbudował go w pniu wyjątkowo szerokiego i wysokiego drzewa.
April zastukała lekko w drzwi, zza których nagle dobiegł przytłumiony, już znajomy jej głos, proszący by weszła do środka.
Tak też więc zrobiła. Wnętrze okazało się znacznie większe niż mogłoby się to wydawać z zewnątrz, było skromne ale całkiem przyjemne a ściany wręcz całkowicie zajęte były przez regały pełne książek, wśród których April, z głębokim zdumieniem odkryła również tytuły pochodzące z ,,jej świata".
- Witaj, nieznajoma, w moich progach..- rzekł Abnaxus schodząc w końcu na dół.
- Nieznajoma? Nie pamiętasz mnie? Sam mnie do siebie zaprosiłeś!
- Jednocześnie spotykamy się i rozstajemy. Jesteśmy dla siebie nieznajomymi i przyjaciółmi, April Ryan.
- Wybacz, ale czy tym razem mógłbyś mówić trochę jaśniej?Ciężko mi zrozumieć to co do mnie mówisz...
- Poproszę cię o wybaczenie, April. Niełatwo mi mówić tak, aby inni mnie zrozumieli.
Spróbuję skupić się na tej chwili, może wtedy zrozumiesz. A to bardzo ważne żebyś zrozumiała...
- W jaki sposób twój lud właściwie postrzega czas?
- To trudno..wyjaśnić. Każda chwila przed tą i każda chwila po tej dla nas nie różni się niczym od chwili bieżącej. Już żyłem, ale jeszcze będę żył, rozumiesz?
- Chyba tak...czy to znaczy, że potrafisz przewidzieć przyszłość?
- Dla mnie każda chwila jest taka sama, więc przyszłość nie istnieje. Mogę połączyć chwile które są jeszcze przed tobą, i rozwikłać możliwe ścieżki. Ale pamiętaj, przyszłość o której mówię może być inna od tej, której doświadczysz.
Chwile i ścieżki pulsują, zmieniają się. Pamiętam rzeczy, które nigdy nie miały miejsca. Widziałem rzeczy, które nigdy nie zaistnieją...- zatrzymał się na chwilę, jakby nad czymś rozmyślał - Proroctwa mówią o tym, że nadejdzie czas kiedy Równowaga zadrży, osłabiona atakami Chaosu i jego sług. Chwila, w której zasłona opadnie, będzie chwilą niepewności. Może Równowaga się utrzyma, a może upadnie.
Nie potrafię powiedzieć jak to się skończy.
Ale proroctwa mówią także o zbawcy. O tym, który przywróci porządek w Chaosie, ale potem upuści Chaos na niewinnych.
O wybrańcu, który przywróci Równowagę tylko po to, żeby ją ostatecznie złamać.
- Słowo zbawiciel wcale do niego nie pasuje...
- W moim języku, używamy do jego określenia słowa Kan-an-gla, co znaczy ,,małe ziarno, które wyrosło w wielkie drzewo".
- Co do Równowagi i Chaosu...potrzebuję pomocy w mojej misji. Chociaż to już pewnie wiesz.
Gdybyś..gdybyś mógł mi coś powiedzieć o Smoczym Plemieniu, dysku Równowagi, albo Krainie strażnika...
Abnaxus zamyślił się na chwilę, i udzielił April kilku odpowiedzi.
Nie było to wiele, ale zawsze to coś, na dobry początek
Starając się zapamiętać wszystko pożegnała się z Abnaxusem, dziekując mu serdecznie za pomoc, i pognała w dalszą drogę.
Postanowiła odwiedzić Vestrum Tobiasa - w końcu jeszcze on mógł wiedzieć cokolwiek, a skoro April była już w Arkadii, nie było sensu zwlekać z powierzoną jej misją.
Bez problemu znalazła górującą w końcu nad całym miastem wieżę Zakonu i weszła do środka, witając się z zaczytanym jak zwykle kapłanem.
- Ależ to April, moja przyjaciółka ze Stark! A więc znów nas odwiedziłaś? - ucieszył się Tobias
- Na to wygląda. Ale tym razem nie trafiłam tu z własnej woli.
W jednej chwili byłam w moim pokoju a w drugiej stałam na ciemnej alei w Markurii..
- Widocznie otworzyłaś Tunel w czasie snu. To dobrze, to znaczy że uczysz się kontrolować swoją moc..
- Tyle, że nie sądzę żebym była w stanie sama wrócić do domu. A mój ,mentor' Cortez tym razem nie wie nawet że tu jestem..
- Jestem pewien że wkrótce nauczysz się całkowicie to kontrolować. A tymczasem..mogę w czymś pomóc?
- Nie wiem od czego zacząć...gdzie znajdę dysk który otwiera Krainę Strażnika? I gdzie jest sama kraina? No i ci..Drakkowie, którzy mają klejnoty potrzebne do złożenia dysku w całość...- spojrzała na niego z nadzieją.
- Co do dysku...początkowo, ponad tysiąc dwieście lat temu, trzymano go na widoku, w Enklawie Wartowników za Markurią.
Próbowano jednak go ukraść, więc musiał zostać ukryty.
Każda z czterech części, trafiła do jednego z magicznych ludów z Arkadii - do istot, które nic by nie zyskały na upadku Równowagi.
Jednak...nie wiem między jakie, i nikt dzisiaj już tego nie pamięta.
Powinnaś zajrzeć do Świętych Pism Równowagi.
- A co z wejściem do Krainy? I rodem Drakk?
- Istnieje wejście, owszem, ale nie śmiałbym zgadywać gdzie ono się znajduję.
Po Podziale, po powstaniu Stark i Arkadii, miejsca się przemieściły..to wejście może nie znajdować się już na Ziemi, April. Może być gdzieś na niebie, albo głęboko we wnętrzu Ziemii, naprawdę nie wiem.
Jeśli chodzi o Drakków powinnaś zajrzeć do jednej księgi, nazywa się po prostu ,,Tajemnice Rodu Drakk".
- To się zaczyna robić coraz bardziej skomplikowane...a gdzie znajdę te wszystkie księgi?
- Złóż wizytę w Enklawie, zaraz na wschód od miasta.
Wielka Biblioteka Enklawy zawiera każdą księgę napisaną przez arkadyjskich Minstrum, a także wiele innych ksiąg. Porozmawiaj z Minstrum Yerinem, powiedz mu że to ja cię przysłałem.
- Dziękuję, Tobiasie...za wszystko, naprawdę dziękuję
- Dobrze wiedzieć że mogłem ci pomóc - uśmiechnął się i wrócił do wertowania starych tekstów a April opuściła wieżę, wychodząc znów na miasto.
Po drodze, na targowisku zaczepił ją wyraźnie oburzony sprzedawca u którego ostatnim razem znalazła zatrudnienie. Krzycząc o braku odpowiedzialności, wręczył jej kolejną mapę z listy, i nakazał by tym razem dostarczyła ją jak najszybciej.
Dziewczyna miała jednak ważniejsze sprawy na głowie, toteż zamiast szukać Tun Luiec, bo tak było na imię kobiecie której miała dostarczyć mapę, pognała w całkiem przeciwnym kierunku.
Przeszła więc przez targowisko, obrzeża miasta i przystań, gdzie jakiś wyraźnie napruty i zbulwersowany stary marynarz klął na ,,oszusta który zabrał mu jego gadającego ptaszka".
W końcu jednak dotarła na skraj miasta, i już miała kierować się do Enklawy, kiedy nagle zatrzymała ją następna osoba. Tym razem był to pan Westhouse.
- A niech mnie! Co się opętało żeby wrócić do tego przeklętego miejsca? Miałaś szczęście że za pierwszym razem udało ci się wrócić..
- Arkadia wcale nie jest taka zła, inaczej by pan tu nie mieszkał.
Pozatym nie jestem tu z własnej woli..
- Mieszkam tu, bo jestem masochistą. A ciebie kto zmusił? Cortez?
- Sama tu wylądowałam, zupełnym przypadkiem...
April jak na nią już przystało wdała się w kolejną dłuższą dyskusję.
Sam Westhouse, co ciekawe, wydawał się dość nieprzyjaźnie nastawiony do samej Arkadii, Rady Kapłanów i całej reszty związanych z tym miejscem rzeczy, jednak dziewczyna nie mogła powiedzieć że była to bezowocna rozmowa.
Zapytany o Drakków wspomniał jej o jakiejś legendzie o ,,bogu który spadł do morza" oraz o jakiejś skrzydlatej rasie, która miała ponoć zamieszkiwać wyspy, i posiadać ogromną wiedzę na różne tematy.
Stąd już jednak dziewczyna pognała prosto do Enklawy.
Z zewnątrz, była to tylko kamienna kopuła, wsparta na czterech filarach.
Na górze budowli wyrzeźbiony był również smok, który lekko przebijał się przez dach, i pyskiem wskazywał na sam środek, gdzie widniało okrągłe wyżłobienie.
April zeszła powoli po schodach w dół i w końcu znalazła się w podziemnej, wielkiej bibliotece.
Minstrum Yerin, do którego miała się zgłosić, okazał się całkiem sympatyczny, choć wyraźnie nie lubił ludzi którzy bałaganili mu w zbiorze - przynosząc April księgi o które prosiła, poskarżył się nawet na samego Tobiasa, który miał ponoć coś wypożyczyć i nie oddać od dłuższego czasu.
W końcu jednak wrócił do swoich obowiązków, a April pogrążyła się w lekturze.
Przejrzała więc wspomniane przez Tobiasa ,,Tajemnice Rodu Drakk", kilka arkadiańskich legend ( w tym o Srebrnej Włóczni z Gorimon, która to miała być potężną starożytną bronią, którą można było zgładzić samych Drakków i której nieskutecznie poszukiwało od wieków wielu magów ), Święte Pisma Równowagi a także trochę ciekawostek na temat Arkadii.
Zajęło jej to dobre parę godzin, ale była zdecydowanie bogatsza o sporą wiedzę - dowiedziała się między innymi że skrzydlaty lud, o którym mówił Brian, naprawdę istnieje, i zamieszkuję wyspę Alezję - i to tam właśnie postanowiła udać się na początku.
Z Enklawy pobiegła więc do portu, do poznanego już wcześniej kapitana Nebevaya.
Ten jednak tym razem był uparty jeszcze bardziej niż przy podpisie - kategorycznie odmówił zabrania April na pokład, tłumacząc się brakiem nawigatora, brakiem wiatru, który podobno ,,ukradł" jakiś szurnięty mag i...faktem że April była kobietą, co dla Nebevaya stanowiło chyba największy problem.
Zirytowana do granic możliwości dziewczyna pożegnała kapitana i ruszyła dalej przed siebie, mijając znów rozpaczającego dalej starego marynarza...i wtedy do głowy wpadł jej jeszcze jeden pomysł.
- Nie wie pan może jak dostać się na statek, który popłynąłby na południe? - zagadnęła, przerywając staruszkowi lamenty.
Ten wpierw zignorował pytanie, ale w końcu, po dłuższej chwili odpowiedział
- Ano..Za pieniądze można zrobić wszystko, jak mawiała moja kochana żona...no i uciekła z bogatym kupcem!
- Nie mam zbyt dużo pieniędzy...czy gdybym odzyskała twojego ptaka, mógłbyś coś dla mnie załatwić?
- Ano! Wszystko bym zrobił żeby odzyskać swojego przyjaciela! Umowa stoi, kapitan Nebevay ma u mnie mały dług wdzięczności, i wypływa do Ge'en kiedy tylko zerwie się wiatr..
April nie musiała długo szukać pierzastego przyjaciela starego marynarza - był on jedną z nagród do wygrania w grze w kubki na jednym ze straganów na targowisku.
Wiedząc że gra nie jest łatwa, i ma niewielkie szanse trafienia, postanowiła uciec się do małego oszustwa.
Ukradkiem wyjęła z kieszeni malutki magnes, który z jakiegoś powodu nosiła ze sobą, i tak trzymając go dyskretnie w ręce, mogła sprawdzić pod którym kubkiem znajduje się monetach.
Po kilku wygranych z rzędu, prowadzący grę zirytował się i zaczął krzyczeć coś o niedozwolonych magicznych oszustwach.
Uspokoił się jednak, a nawet ucieszył, gdy dziewczyna wręczyła mu swój ,,magiczny amulet" i wzamian pozwolił wybrać dowolną nagrodę.
April, zgodnie z umową, wzięła więc czarnego, gadającego ptaka i skierowała się powoli spowrotem do portu.
Kruk - bo tak go ochrzciła na wstępie - nie wydawał się być zadowolony z tego że wykupiła go dla jego właściciela.
April szybko jednak poznała powód - ledwo oddała Kruka w ręce marynarza, ten wrzucił go do skrzyni na której siedział i z radości rozpił się na całego.
Dziewczynie zrobiło się żal ptaka, ale cóż mogła zrobić, miała swoją ważną misję, którą musiała wykonać za wszelką cenę.
Marynarz polecił jej by powiedziała kapitanowi Nebevayovi że przysyła ją Umber Ianos i wrócił do swojego ,świętowania' więc nie tracąc ani chwili dłużej April poszła na drugi koniec portu.
- Witaj ponownie! - powitała Horatio, który jak można było się spodziewać nie był szczególnie szczęśliwy na jej widok - Znasz starego Umbera Ianosa, prawda?
- Tego starego pijaka? No pewnie. Kiedyś był dobrym kapitanem, ale odkąd stracił swój statek, przestał być komukolwiek potrzebny..
- Tak czy owak, jesteś mu winien przysługę, prawda?
- Ee..tak. Nie raz uratował mi życie, i gdyby nie on, nie byłbym dzisiaj kapitanem tego wspaniałego okrętu...niech mnie Jaal, co zrobiłaś dla tego pryka? Obiecałaś że za niego wyjdziesz?
- To nie twoja sprawa. Przygotuj się do wyjścia w morze. Popłyniemy na południe, zabierzesz mnie na Alezję. Przecież i tak miałeś płynąć do Ge'en.
- Naprawdę? Hmm..mogą być z tym pewne problemy.
Po pierwsze, mamy ciszę morską. Ten przeklęty alchemik z północy rzucił na wiatr jakieś zaklęcie.
Nazywa się Klacks. Roper Klacks. Mieszka na jakiejś skale za Riverwood. Dopóki trzyma wiatr w swoich brudnych łapach, ten statek nigdzie nie wypłynie..pozatym mam problem z załogą, nie możemy wyjść z portu bez nawigatora, a mój poprzedni oficer nawigacyjny odszedł, żeby ożenić się z jakąś służącą..
- Powiedzmy że uda mi się uwolnić wiatr i znaleźć ci nowego nawigatora..zabierzesz mnie wtedy ze sobą?
- Ha! - roześmiał się głośno - Na zaropiałe oko Jaala, jeśli ci się uda, zabiorę cię gdzie zechcesz!
Ale pewno jeszcze w tym tygodniu doczekam się twojego pogrzebu..zostaw tego szaleńca w spokoju, i pozwól żeby żołnierze się nim zajęli
- Nie martw się o to. Ty masz tylko zabrać mnie na Alezję..- pożegnała się, i zerkając na mapę którą przypadkiem ze sobą miała, pognała na północ.
W końcu opuściła miasto, znajdując się na jakichś urokliwych terenach wiejskich, aż w końcu dotarła na skraj lasu.
Nie wydawał się być duży, gęsty czy specjalnie niebezpieczny, ale April i tak postanowiła być bardzo ostrożna, żałując trochę że nikt jej nie towarzyszy..
Ledwo jednak o tym pomyślała...
- Aaapril!! April!! - wylądował u stóp dziewczyny, zdyszany jakby właśnie przebiegł maraton - Czy ty zawsze tak pędzisz, jakby cię gonił dwugłowy baspariański nymfat? Już myślałem że cię nie dogonię..
- Kruk? To ty? - zdziwiła się lekko
- Oczywiście że ja! Ile jeszcze znasz tak przystojnych i dowcipnych ptaków?
- Ale..co tu robisz?
- Co ja tu robię? Co ja..A może by tak ,,Miło cię widzieć Kruku", albo przynajmniej ,,Cieszę się że w końcu uciekłeś z tej skrzyni, Kruku"..
- Miło cię widzieć, Kruku. W jaki sposób udało ci się uciec?
- Ma się trochę tego sprytu..Oczywiście pomogła mi nieco baryłka wina do której przypiął się ten zrzęda. W życiu nie widziałem takiego pijaństwa!
Ten staruch znowu chciał mnie zastawić. Zaraz po ,,uczcie" poszedł do tego faceta od kubków..
Postanowiłem więc wyrwać się, zanim znów wsadzą mnie do tej klatki. To więzienie bez spacerniaka. O żarciu już nie wspomnę, jadłaś kiedyś pieczone łajno Elgwana? Stanowczo nie polecam!
Dziabnąłem tu w jakiś nos, tam w jakies ucho i zwiałem, a że nie miałem gdzie się podziać, postanowiłem że przyłączę się do ciebie. Ta twoja podróż zapowiada się na niezłą przygodę.
April wysłuchała do końca i zgodziła się żeby Kruk jej towarzyszył.
Ten jak wiadomo, wolał jednak używać skrzydeł, toteż ustalili, że będzie trzymał się w miarę blisko, a April zagra głośno na swoim flecie, gdy tylko będzie czegoś chcieć.
Tak ruszyli w dalszą drogę, zapuszczając się w las...
W końcu jednak April natrafiła na przeszkodę - niewielki most w połowie drogi był całkowicie zniszczony, a nie było innej możliwości by przedostać się dalej.
Wycofała się więc trochę, by znaleźć inną drogą, gdy nagle.. gdzieś zza drzew na dróżkę wytoczyło się jakieś futrzaste zwierzątko.
Najbardziej chyba przypominało kreta, tyle że kilka razy większego niż normalnie.
- Oo..o..jejciu jejciu! - wystraszył się lekko - Proszę, człowieku, nie zabijaj mnie i nie obdzieraj ze skóry. Jeszcze nawet nie śpiewałem Ziemi.
- Nie bój się, nie mam zamiaru cię zabijać. Jestem April, a ty? - zapytała łagodnie
- W moim języku moje imię brzmi Bandu-umanu-banta-au-rubana-biuat-binaort. To znaczy ,,mały, który bardzo próbuje dorównać swemu ojcu, który śpiewa Ziemi".
- Strasznie to długie..jak mam cię nazywać?
- Możesz mi mówić smutny Ben-Bandu. Banda to nazwa naszego ludu..
- Ben-Bandu..dlaczego jesteś smutny?
- Szukam brata, zaginął w lesie kilka dni temu i od tego czasu nikt nie słyszał jego pieśni...nie widziałaś go może? Jest niski, mniej więcej mojego wzrostu, ma podpalane futerko i przebiegły błysk w oku.
- Niestety, jesteś pierwszym Kretocz..pierwszym Bandą jakiego spotkałam..
- Oo jejku..mam nadzieję że nic mu się nie stało. Tego lata wielu z nas zginęło w lesie.
- Co się z nimi stało?
- Nie wiemy, ale jest w lesie jakieś zło, coś co nie lubi Banda. Nie powinienem się tu zapuszczać, ale muszę odnaleźć brata..
April obiecała że będzie się rozglądać za zaginionym bratem Ben-Bandu i wezwała Kruka, który również miał pomóc jej w poszukiwaniach.
Mały Banda poszedł swoją drogą, tymczasem April wróciła do szukania jakiejś innej drogi, którą mogłaby dojść do Riverwood.
Tego dnia miała najwyraźniej szczęście do trafiania co rusz na jakieś nowe osoby - ledwo uszła trochę, znów zaczepiła ją kolejna.
Tym razem była to jakaś wysuszona staruszka.
Wyglądało na to, że wybrała się do lasu nazbierać jakichś owoców, jednak nieszczęśliwie upadła, potykając się zapewne o jakiś wystający konar i nie mogła wstać.
April zgodziła się zaprowadzić ją do jej domu, zresztą mając nadzieję że staruszka zna jakąś inną drogę niż przez most, i April będzie mogła kontynuować swoją podróż.
Choć okolica i dom kobiety wyglądały dość nieprzyjaźnie, zgodziła się zatrzymać na chwilę.
Zresztą starsza pani nalegała, chcąc odwdzięczyć się za pomoc gorącą zupą.
- Wejdź, wejdź moja miła.Tylko sprawdzę co z moją zupką...z moją gęssstą zupką...oo rety, to chyba nie wystarczy żeby podać takiemu sssoczystemu gościowi jak ty..
Poczekaj tutaj, a ja pójdę nazbierać trochę jagód, na moją zupkę..- powiedziała i wyszła powoli z domku.
April szczerze nie miała najmniejszej ochoty czekać - im dłużej tam przebywała, tym bardziej miała wrażenie, że coś tu jest zdecydowanie nie tak - niestety, z przerażeniem odkryła że kobieta zamknęła drzwi od zewnątrz.
Z braku innej możliwości zaczęła rozglądać się po pomieszczeniu. Rozklekotany stolik, kominek nad którym coś się gotowało, upiorne dekoracje z kości i czaszek...i małe okienko, tak małe że nie mogłaby się przez nie przecisnąć.
No i duża szafa, przewiązana łańcuchem...z której zdawały się dochodzić jakieś odgłosy.
Niewiele myśląc wywróciła mebel, z którego po chwili wytoczył się kolejny mały Banda.
- K..kim jesteś? Chcesz mnie zjeść?
- Jestem April, przyszłam cię uratować..spotkałam twojego brata, Ben-Bandu..
- Ben-Bandu? Bandu-umanu-banta-au-rubana-biuat-binaort?
- Chyba tak..kazał mi do siebie mówić Ben-Bandu.
- My Banda, mamy bardzo długie imiona, długie jak nasze tunele..
- Później opowiesz mi o swoim ludzie, trzeba wymyślić jak się stąd wydostać..
April nie myślała długo - jedną z czaszek zbiła małe okienko, i przerzuciła przez nie małego Banda.
Chwilę później dało się słyszeć dźwięk otwieranych drzwi, jednak tym kto się w nich pojawił nie był sympatyczny futrzak..
- Jessstem z powrotem i...co tu się stało, dlaczego ta szafa jesst..?! - twarz kobiety wykrzywiła się nagle w potwornym grymasie, ukazując jej prawdziwe oblicze - Co zrobiłaś, ty głupi mały człowieku!!
- Ja tylko ocaliłam biedne stworzenie przed twoimi zębami!
- Więc myślisz że możesz tak po prostu wejść do mojego domu i pozbawiać mnie obiadu? Nie ujdzie ci to na sucho...
- O..odsuń się, odsuń...znam karate, ostrzegam! W..wynoś się stąd!
Potwór ryknął głośno i rzucił się w stronę April, próbując ją schwytać.
Dziewczynie nie pozostało nic innego jak ratować się ucieczką zaczęła biegać po całym domu, unikając łapsk Żerlicy i licząc że ktoś w końcu może przyjdzie jej z pomocą...kiedy sytuacja była już beznadziejna, nagle rozległ się jakiś chrzęst z podłogi, i staruszka wylądowała z impetem we własnym kominie.
Wybawicielką okazała się obluzowana deska, na którą April mocno nastąpiła uciekając.
Nie czekając ani chwili dłużej, dziewczyna wyszła z okropnej chatki gdzie po chwili pojawił się i Ben-Bandu.
- Oo..jejciu jejciu! Gdzie jest potwór?
- Cóż, chyba upiekła się we własnym kominku. Wiesz co z twoim bratem?
- Spotkałem go po drodze, pędził przed siebie. Powiedział że kiedy pomogłaś mu przejść przez okno zobaczył Żerlicę i pobiegł po pomoc..o jejciu, April, pokonałaś Żerlicę, jesteś naszą bohaterką!
Wszyscy Banda na pewno będą chcieli cię wynagrodzić za ten czyn, zapraszam cię do naszej wioski. Powiem żeby przygotowali wielką ucztę na twoją cześć.
- Daj spokój, Ben-Bandu, każdy zrobiłby to samo na moim miejscu...
Młody Banda zaznaczył położenie swojej wioski na mapie April i sam popędził pierwszy, by poinformować resztę ludu wcześniej.
Po jakimś czasie do wioski Banda dotarła i April.
Małe przyjęcie zdawało się już trwać, jednak Ben-Bandu poprosił by April najpierw porozmawiała ze starszym ich wioski. Tak więc też i uczyniła..
- Bohaterka dnia przychodzi odwiedzić starego Bandu - ucieszył się na jej widok - Pozwól że zobaczę twoją twarz, usiądź...oo tak lepiej, teraz jesteś bliżej Ziemi, może nawet czujesz ją tak jak my..
To o tobie śpiewamy w naszych pieśniach, czyż nie? To ty uwolnisz nad od zła a potem uratujesz Równowagę, prawda?
- Tego nie wiem..
- Zobaczymy, zobaczymy..dziś w nocy będziesz spała w Dole Duchów, jutro porozmawiamy zanim wyruszysz dalej w wędrówkę..Ale teraz idź, baw się, to święto na twoją cześć.
April bardzo kusiło by wziąć udział w przyjęciu, jednak znów była wykończona.
Porozmawiała jeszcze z Krukiem, który jakimś cudem znalazł się tu przed nią, i tłumaczył się pokrętnie dlaczego nie było go w pobliżu, i z poznanymi wcześniej Banda, którzy podziękowali raz jeszcze i poinformowali ją że Dół Duchów to miejsce gdzie mogą rozmawiać ze swymi zmarłymi przodkami i to zaszczyt że będzie mogła spędzić tam noc.
Zmęczona już do granic możliwości zeszła do Dołu i ułożyła się na łóżku.
Nie było może najwygodniejsze, ale zawsze to coś, a z małego ogniska w rogu biło przyjemne ciepło.
Nie minęło długo a zasnęła...
Wstała nagle w środku nocy, obudzona czyimś donośnym głosem...
- Co tu robisz, bezczelna zdziro? Chyba nie myślisz, że możesz uratować świat, co?
- K..kim jesteś? Pokaż się!
- Tylko mi nie mów że mnie nie poznajesz...- powiedział głos i nagle przed April pojawiła się... ona sama - Jestem tobą..
- To..to niemożliwe..to tylko sen, ja śnię..- wytrzeszczyła oczy i przetarła je mocno
- Jesteś tego pewna, niezdaro?
- Po co tu przyszłaś?
- Żeby ci coś uzmysłowić! Jesteś tylko smutnym, małym zerem, nie rozumiesz tego?
Nie możesz podporządkowywać całego świata..co ja gadam, dwóch światów..daremnym próbom odkupienia własnych grzechów!
- Odejdź stąd, zostaw mnie w spokoju!
- A niby jak mam to zrobić, Einsteinie? Jestem tobą, ty jesteś mną, na nieszczęście dla nas obu, jesteśmy nierozłączne..
- Mam dość tego freudowskiego gówna o podświadomości..- zdenerwowała się w końcu - Muszę tak wiele zrobić, tak wielu ludzi uratować..
- Chyba w to nie wierzysz, co? Wcale ci na tym nie zależy! Robisz to tylko dla samej siebie, April, i właśnie dlatego jesteś skazana na przegraną!
Co zrobisz, kiedy to wszystko zacznie być trudniejsze i nie będziesz mogła na nikogo liczyć?
Bo niby jaki masz wybór? Stanąć twarzą w twarz z problemami w domu? Wątpię!
Więc biegniesz, myślisz że w ten sposób możesz uciec przed przeszłością i teraźniejszością, ale tak naprawdę jesteś na najkrótszej drodze do załamania...spójrz na siebie..
- Zamknij się!!
,,Druga April" nagle zniknęła i po chwili w Dole rozbrzmiał inny głos. Tym razem pojawił się Charlie.
- O Boże, Charlie, tak się cieszę że tu jest...zaraz, nie może cię tu być, to tylko sen..
- Jesteśmy Charliem, twoim przyjacielem. Czujemy jego serce i umysł a jego śpiący duch łączy się z nami.
Ale mówimy z Dołów poza czasem, gdzie pieśń Banda nigdy się nie kończy..
- Jesteście umarłymi?
- Spoczęliśmy w ziemi, jesteśmy duchami, przybywamy żeby cię poprowadzić.
- Ale..dlaczego pokazujecie mi się jako Charlie?
- Bo on cię kocha, April, i może nas poprowadzić do twojego serca i umysłu.
Nie jesteś sama. Jest wiele osób którym na tobie zależy. Przyjaciele i rodzina..ta prawdziwa rodzina..nie jesteś sama w tej wędrówce przez życie.
- Co wiecie o mojej prawdziwej rodzinie? - zaciekawiła się nagle
- Troszczą się o ciebie, April. Nigdy cię nie opuścili. Po prostu pozwolili ci żyć takim życiem żebyś zrozumiała. Zrozumienie jest bardzo ważne.
Zrozumiała, że życie, nawet jeśli trudne, jest darem. Że miłość to coś bezcennego, rzadkiego i wartościowego. Że liczy się każdy dobry uczynek i każda dobra myśl.
I że jedna osoba potrafi zmienić świat, jeśli tylko będzie jej na tym zależało, jeśli uwierzy w siebie i w ludzi, którzy w nią wierzą.
Słuchaj głosu swojego serca i swojej duszy, April, wykorzystaj swój umysł. To twój oręż przeciwko Chaosowi.
Kiedy się obudzisz, powiedz starszemu Banda że miałaś Bak-Baar, że rozmawiałaś z duchami Banda i twoje imię wśród naszego ludu brzmi teraz April Bandu-Embata, czyli ,,ta, pomiędzy małymi, która poszukuje i znajduje"
- Dobrze, tak zrobię..ale..nie odchodź, zaczekaj jeszcze, chcę..
Duch jednak zniknął, nie wypowiadając już ani jednego słowa, a April położyła się z powrotem i zasnęła..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz