wtorek, 25 lipca 2017

Rozdział VI: Burza Chaosu

Nie minęła nawet doba, a April miała serdecznie dość rejsów na całe życie.
W nocy nie mogła spać, co chwilę się budząc, w dzień choroba morska nie odpuszczała ani trochę, dając jej się we znaki na wszystkie możliwe sposoby.
Stała teraz oparta o burtę, zajadając się jabłkiem i niezbyt pewnym wzrokiem wpatrując się w falujący horyzont.
Mimo nieprzyjemności podróży i jeszcze mniej przyjemnej wiedzy którą otrzymała od Tobiasa, starała się jednak zachować optymizm. Choć wciąż była przerażona i jednocześnie wkurzona na cały świat za niespodziankę którą jej zgotował, nie mogła teraz porzucić ot tak tego wszystkiego.
A odrobina pozytywnego myślenia, szczególnie w obliczu tak ważnej misji była jej wyjątkowo potrzebna.
W końcu April wyrwała się z własnych rozmyślań i postanowiła rozprostować nogi.
Statek kapitana Nebevaya nie był specjalnie wielki i nie było na nim nic do oglądania, toteż i spacerowanie znużyło ją po chwili i skierowała swe kroki na mostek, gdzie sam kapitan zajęty był właśnie oglądaniem czegoś przez lunetę.
Choć April miała wrażenie że wciąż za nią nie przepada, postanowiła spróbować zagadać..

- Kapitanie..?

- O co chodzi? - burknął, odrywając się po chwili od swojego zajęcia

- Kiedy dotrzemy do Alezji?

- Powinniśmy dopłynąć jutro wieczorem. Chyba że pogoda się pogorszy.

- A może się pogorszyć?

- No cóż...jak mówią doświadczeni żeglarze, pogoda to dziwna rzecz i nigdy nie wiadomo czego się po niej spodziewać.
Ale nie, dziś nie będzie sztormu, bo nos by mnie swędział.

- Co ma twój nos wspólnego z pogodą? - wytrzeszczyła oczy

- Ach...to długa historia. Nic specjalnego, możesz mi wierzyć na słowo.

- Ale ja chciałabym ją usłyszeć! To na pewno prawdziwa morska opowieść, pełna przygód i ucieczek przed śmiercią w paszczy potwora!

- Daj spokój...po prostu miałem wypadek z nożyczkami przy wycinaniu włosów z nosa i od tego czasu mój nos zaczyna swędzieć kiedy ma się zmienić pogoda...

-  A więc twój nos swędzi gdy zapowiada się pogorszenie pogody?

- Dokładnie. I to tak cholernie, jakby Mo'Jaal chciał go rozsadzić.

- A..kapitanie? Znasz jakieś szanty?

- Dziękować Jaalowi, nie znam ani jednej.

- Nawet ,,Hej ha, kolejkę nalej" czy coś takiego?

- Gdybym zaczął każdemu nalewać kolejkę, to po paru głębszych moja załoga powiesiłaby mnie z radości na najwyższej rei - westchnął głośno - Prawdę mówiąc nic mnie tak nie odrzuca jak śpiewanie szant. Wolałbym wetknąć głowę w tyłek Elgwana który nażarł się grochówki i zapalić tam pochodnię.

- Ale ja mam nastrój na szanty!

- A ja mam ochotę żeby przeciągnąć kogoś pod kilem...

April chciała jeszcze kontynuować rozmowę, ale w końcu uznała że nie ma sensu złościć jeszcze bardziej drażliwego kapitana.
Ten poinformował ją tylko jeszcze by oszczędzała jabłka, ponieważ był to ich jedyny prowiant, i wrócił do patrzenia w horyzont przez lunetę.
Dziewczyna miała już zejść z powrotem na dół, jednak zatrzymała ją Tun, która z kolei stała za sterem.

- Podoba ci się na morzu, April?

- Mam ochotę zwymiotować..- odparła zgodnie z prawdą.

- To normalne podczas pierwszego rejsu.
Przyzwyczaisz się do tego..za miesiąc, może dwa.

- O boże...nie jestem pewna czy chcę się do tego przyzwyczajać..
Jak stoimy z czasem?

- Jeśli wiatr się utrzyma, jutro przed zachodem słońca będziemy na miejscu.
Dzięki twojej magii, płyniemy o wiele szybciej niż planowałam.

- Nie doceniasz mojego statku, Luiec. To najszybsza łajba na morzu! - rzucił z boku Nebevay

- A...to co takiego? - spytała April, przypatrując się dziwnemu urządzeniu umieszczonemu tuż przy sterze.

- To normalny kompas spirytualny. Korzystamy z niego, kiedy nie nawigujemy wedle gwiazd czy słońca.

- Co to jest kompas spirytualny?

- Zupełnie zapomniałam, że nie znasz się na morzu.
Kompas spirytualny zawsze wskakuje na północny biegun magiczny, dlatego służy nam do wyznaczania kierunków świata. Jego wskazania są bardzo precyzyjne, chyba że działa na niego jakieś silne źródło magii.

- Dzięki, to wszystko co chciałam wiedzieć - uśmiechnęła się lekko i pożegnała, wracając w końcu na dół i schodząc do kajut.
Położyła się w swoim hamaku, próbując w końcu usnąć, co o dziwo jej się udało.
Z drzemki wybudził ją jednak nagle krzyk kogoś z załogi..

- Sztorm! Zbliża się w naszym kierunku! Wygląda bardzo groźnie!

- Jaalu, miej nad nami litość, to sztorm Chaosu! Skąd się tu wziął tak szybko i co go tak do nas przyciąga! - przeraził się Nebevay, przypatrując się wielkiej ciemnej chmurze - Luiec, szybko, zmień kurs. Musimy uciec przed tym sztormem i zawinąć do bezpiecznego portu.

April wyszła z powrotem na powierzchnię pokładu i spojrzała na horyzont.
Zrobiło się chłodno, a burza rzeczywiście zbliżała się w zatrważającym tempie.
Dziewczyna nie mogła jednak przecież pozwolić sobie na opóźnienie, pognała więc szybko na mostek.
Horatio zbył ją jednak tylko machnięciem ręki i burknięciem, więc zwróciła się do nawigatorki.

- Co się dzieje, Tun? Co to jest Sztorm Chaosu?

- To zwykły sztorm, ale wciągnięty w magiczny wir, który ciągnie do magii jak pszczoła do miodu.
Nigdy nie widziałam go na własne oczy ale słyszałam o nim wiele opowieści.
Podobno pojawiają się bardzo rzadko i zwiastują jakieś nieszczęście w przyszłości.
Powiadają też, że to broń mrocznych władców Chaosu, którzy używają jej, by ścigać tych którzy są silni Równowagą..

- Myślisz że dalej jest szansa że dopłyniemy jutro na Alezję?

- Obawiam się że nie, April. Kapitan zarządził zmianę kursu na południe, żeby oddalić się od podwodnych skał wokół wysp. Jesteśmy około 3 dni od Ge'en, ale jeśli pogoda się poprawi to może kapitan zgodzi się zmienić kurs z powrotem. Chociaż nie liczyłabym na to. Na pewno nie będzie chciał ryzykować bezpieczeństwa statku i załogi.

April próbowała jeszcze przekonać Tun do zmiany zdania, jednak w końcu odpuściła.
Nie mogła jednak czekać kolejnych trzech dni, skoro sytuacja zdawała się wyglądać coraz gorzej.
W końcu przypomniała sobie o tym co nawigatorka mówiła o swoim kompasie, i wpadła na pewien pomysł.
Udało jej się przekonać Tun by na chwilę oddała jej stery i poszła odpocząć, a pod jej nieobecność, wykorzystując nieuwagę kapitana, przywiesiła przy kompasie talizman który dostała od Tobiasa i zawołała Luiec z powrotem, mając tylko nadzieję że wskazania kompasu zmienią się odpowiednio.

- Nie wiem czy nie zboczyłam trochę z kursu..- poinformowała April, krzywiąc się lekko

- Nie czułam żeby statek zakręcał, ale...- spojrzała na kompas - Na Równowagę, masz rację, April! Dobrze że zauważyłaś, bo moglibyśmy skończyć roztrzaskani o śmiercionośne rafy.

- Przepraszam..nie chciałam..

- Nie, to ja nie powinnam ci oddawać koła. Dobrze że znów płyniemy w dobrym kierunku.

- Na plugawe wnętrzności Jaala! - wrzasnął nagle Nebevay - Jest coraz bliżej! Jeszcze nigdy nie słyszałem żeby jakiś sztorm zbliżał się w takim tempie...jakby kogoś lub coś ścigał!
Dobra, słuchajcie, sztorm uderzy w nas lada chwila, więc niech wszyscy się przygotują.
Zamknąć luki, przywiązać ładunek, obudzić tego idiotę w bocianim gnieździe i niech ktoś, na wielki paluch Jaala, przykryje beczkę z jabłkami!

Nie minęło nawet pół godziny, a sztorm dosięgnął statku Nebevaya.
Zrobiło się okropnie ciemno, zimno, a ocean wzburzył się, zalewając pokład strugami morskiej wody.
Z minuty na minutę sytuacja wyglądała coraz groźniej a April powoli zaczynała żałować swojej decyzji.
Jednak teraz nie było już odwrotu.
Pozostało czekać i wierzyć, że uda im się jednak dopłynąć bezpiecznie.
April przypomniała sobie jeszcze o wiszącym wciąż przy kompasie talizmanie i postanowiła go w końcu zabrać.
Tym razem jednak nie miała szczęścia - kapitan przyuważył ją gdy zdejmowała medalion z urządzenia.

- Co to? Co tam masz?

- To..ee..naszyjnik. Gdzieś mi się wcześniej zapodział, ale już go znalazłam.

- Co on robił koło kompasu? Daj mi go, ale j...- urwał nagle, przyglądając się talizmanowi - To znaki Równowagi i Rady Kapłanów! To przedmiot magiczny! Na złowieszcze oblicze Jaala, dziewczyno, zastanowiłaś się nad tym co robisz?

- Nie ja go tu położyłam!

- Czy ty myślisz że jestem aż taki głupi? Widzę co knujesz.
Zabieraj się na dół, do ładowni, i nie wychodź stamtąd dopóki nie dopłyniemy do lądu..albo dopóki statek nie pójdzie na dno! Na najkrwawsze czyny Jaala, postawię cię przed sądem jak tylko...jeśli tylko postawimy nogę na suchym lądzie.
Luiec, skoryguj kurs i nie pozwól żeby ona dotykała koła.
Ja muszę schować gdzieś ten przeklęty talizman...- zarządził i zszedł pod pokład, a zaraz za nim April.

Udało jej się przyuważyć, że Nebevay schował talizman w wielkiej skrzyni pod pokładem, jednak zamknął ją na klucz.
Dziewczyna nie mogła jednak go tutaj tak zostawić, w końcu Tobias powierzył jej medalion, mówiąc jaki jest ważny, więc zaczęła rozglądać się po całej ładowni, w poszukiwaniu czegoś co pomogło by otworzyć skrzynię.
I znalazła..co prawda nie klucz albo wytrych, a siekierę, ale w tej sytuacji nie miała innego wyboru.
Stanęła nad skrzynią i zamachnęła się mocno, z zamkniętymi oczami...by po chwili zorientować się że znów popełniła niemały błąd.
Zamiast trafić w skrzynię, przebiła podłogę, robiąc solidną dziurę przez którą szybko zaczęła wdzierać się wodą.
Wkrótce pokład zapełnił się całkiem i statek zaczął tonąć...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz