wtorek, 26 września 2017

Rozdział II: Zagubienie

Kiedy Zoe pozwolono w końcu wrócić do domu, był już wczesny ranek.
Dziewczyna padnięta jak nigdy, położyła się spać, nie zdejmując nawet ubrań i zasnęła niemal od razu, budząc się dopiero po południu, wciąż nie mogąc uwierzyć w to wszystko co wydarzyło się poprzedniego dnia.
Na domiar złego, nie mogła się z nikim skontaktować - stała teraz na swoim balkonie, wybierając co chwilę numer do taty lub Rezy, jednak żaden z nich nie odbierał.
W końcu zrezygnowana wróciła do pokoju i położyła się na łóżku, zastanawiając się co powinna teraz zrobić.
Z rozmyślań wyrwał ją stęskniony wzrok Wonkersa..

- Przepraszam że się z tobą ostatnio nie bawię...mam tyle na głowie - westchnęła ciężko i pokręciła głową

- Nie szkodzi, poczekam aż będziesz wolniejsza - pluszak podbiegł bliżej i wgapił w nią swoje oczka, uśmiechając się szeroko - Cieszę się, że jesteś w domu. Tęskniłem za tobą, kiedy wyjechałaś.

- Kiedy byłam w Kapsztadzie? Tęskniłeś?

- Codziennie...siedziałem w oknie i wypatrywałem cię całymi dniami i nocami..

- Serce się kraje, Wonkers..- rozczuliła się - Musimy ci znaleźć jakiegoś przyjaciela..

- Ale to ty jesteś moją przyjaciółką! Jedyną, jakiej mi...- urwał nagle i zastygł nieruchomo na chwilę - Hej Zoe, czuję się trochę niezręcznie..

- Wonkers..?

-...ale pamiętasz może, jak kiedyś pojechaliśmy Vactraxem do Europolis, a ty spiłaś się w trupa? Musiałem zanieść cię do tego okropnego hotelu na ulicy Jarl...a rano kupiłaś mi starodawną zapalniczkę. Pamiętasz?

Zoe pokiwała głową przytakująco, doskonale pamiętając wyjazd i rozumiejąc już, skąd dziwne zachowanie jej pluszaka.

-..Zoe, tu Reza. Zmodyfikowałem nieco Wonkersa, aby odegrał tę wiadomość, gdyby coś się stało. Nie chcę żebyś się martwiła. Słyszysz tę wiadomość, ponieważ nie kontaktowałem się z Wonkersem od 24 godzin. Prawdopodobnie nic mi nie jest.
Gdyby jednak coś mi się stało...muszę prosić cię o przysługę. Trzymam w moim mieszkaniu zaktualizowaną kopię notatnika. Są na nim informacje o artykule, nad którym właśnie pracuję.
Idź do mojego mieszkania i powiedz Lucii to, co powiedziałem ci, gdy wyjeżdżałaś do Kapsztadu. Ona znajdzie dla ciebie notatnik, tylko tobie mogę go powierzyć. Wkrótce się zobaczymy..- wiadomość się zakończyła i Wonkers odszedł na swoje miejsce bez słowa.

Powrót do mieszkania Rezy, nie wydawał się Zoe najlepszym pomysłem zważywszy na wydarzenia dnia poprzedniego, ale w końcu i tak była już w to wszystko zamieszana. No i nie mogła przecież tak zostawić najlepszego przyjaciela.
Musiała jednak się do tego trochę przygotować...a któż inny mógł jej w tym pomóc jak nie Liv?
Zoe ogarnęła się tylko na szybko i pobiegła prosto do ,,Obcego Kota".
Olivia była zmartwiona gdy usłyszała co się przydarzyło jej przyjaciółce, i co zamierza zrobić teraz, jednak ostatecznie zgodziła się pomóc.
Wgrała dziewczynie programy do łamania blokad oraz coś co miało ją uczynić nienamierzalną przez OKO, prosząc tylko by na siebie uważała i zameldowała się u niej gdy już wróci.
Tak więc Zoe, wyposażona we wszystko co potrzeba, opuściła sklep i podążyła już prosto do małego apartamentowca...
Zgodnie z przewidywaniami Olivii, drzwi były solidnie zaplombowane, jednak nie stanowiło to większego problemu, kilka minut bawienia się programem od Liv i drzwi były otwarte.
Ledwo jednak Zoe weszła do środka, okazało się że to nie wszystkie zabezpieczenia które pozostawiło OKO - na środku pokoju stał niewielki pajęczak, kulisty robot na czterech solidnych nóżkach.
Nie ruszył się jednak na widok dziewczyny co znaczyło że musiał reagować tylko na dźwięk, toteż Zoe przekradła się najciszej jak potrafiła do łazienki, włączyła prysznic i uruchomiła w nim muzykę.
Pajęczak natychmiast rzucił się w tamtym kierunku i co oczywiste zaiskrzył po chwili solidnie i zepsuł się całkiem.
Zoe więc już na spokojnie podeszła do Lucii - Watilli Rezy, która od Wonkersa różniła się tylko głosem i kolorem futerka - i spojrzała na nią z nadzieją.

- Błagam, żeby to zadziałało...,,Będę tutaj, kiedy wrócisz"

- Wypowiedziałaś hasło, Zoe! - wykrzyknęła Lucia przeraźliwie piskliwym głosikiem - Wygląda na to, że odebrałaś wiadomość. Chodź, wyjmę dla ciebie notatnik..

Lucia skierowała się w przeciwległy kąt pokoju i nacisnęła jedną z płytek w podłodze przy łóżku, otwierając tym samym tajną skrytkę w podłodze.
Zoe podeszła bliżej i wyjęła notatnik ze skrytki, nim jednak zdążyła mu się dobrze przyjrzeć usłyszała odgłos kroków za sobą i obróciła się szybko...

- Hej! Ej! Kim jesteście? - spytała widząc zbliżające się do niej dwie, różniące się chyba tylko kolorem włosów dziewczyny i zaczęła się cofać do tyłu

Bliźniaczki jednak nie odpowiedziały ani słowem, podchodząc coraz bliżej aż w końcu jedna z nich złapała Zoe za gardło i przycisnęła ją solidnie do ściany.
Dziewczyna czuła że za chwilę się udusi kiedy nagle przy uchu jej napastniczki coś zadzwoniło.
Różowowłosa puściła Zoe natychmiast, rzucając ją lekko na podłogę i wybiegła z mieszkania razem ze swoją wspólniczką.
Zoe zresztą też nie zamierzała tu zostać - starając się uspokoić po tym co się stało, opuściła mieszkanie, zabierając ze sobą notatnik, który bliźniaczki o dziwo zostawiły, i pobiegła prosto do sklepu Olivii.

- Hej Zoe! - przywitała ją Liv - Wróciłaś już? Jesteś strasznie blada..

- Nie uwierzysz! Zaatakowano mnie, znowu!

- Co?! Kocie, nic ci nie jest? - spojrzała na nią z troską - Znowu OKO?

- Jestem tylko trochę poruszona...i nie, nie OKO - westchnęła lekko i usiadła - Szukałam w mieszkaniu Rezy jego notatnika, kiedy nagle pojawiły się jakieś dwie dziewczyny. Myślałam że mnie zabiją, jedna przyparła mnie do ściany, łupnęła tak że zabrakło mi powietrza a potem...nagle wyszły. Jakby otrzymały jakąś wiadomość..

- Czego szukały? Zabrały coś?

- Nie...zostawiły nawet notatnik, który upuściłam - wyjęła notatnik z kieszeni i podała go Olivii - Musiały go przeoczyć, miałam masę szczęścia

- Daj mi sekundkę, zaraz sprawdzę z czym mamy do czynienia

Liv odwróciła się do swojego komputera i zaczęła coś na nim robić, próbując najwyraźniej rozszyfrować notatki.
Nie było to jednak takie proste jak się wydawało na początku i w końcu odwróciła się zrezygnowana z powrotem do Zoe.

- Dobra, kocie...potrzebuję jednak trochę więcej czasu, trudne szyfrowanie..- westchnęła - Poza ostatnią notatką. Z jakiegoś powodu jest zakodowana najprostszą metodą...chyba Reza po prostu chciał żebyśmy to przeczytały.
Napisał tam ,,Wenecja, Newport, Fringe, Charlie".
Newport...to w Ameryce Północnej, na zachodnim wybrzeżu, ale ten Fringe...może to jakaś knajpa, w której Reza spotykał się z tym Charliem?

- W takim razie jadę do Newport..

- No nie wiem kocie...może lepiej przekaż te informacje naczelnemu Rezy, Ręce Która Gryzie? Też chciałabym pomóc ale nie wiem czy podróż do Newport cokolwiek da..

- Nie mogę go tak zostawić..co jeśli potrzebuje mojej pomocy? A to jedyny trop..- wzruszyła lekko rękami i wstała - Zapewne tam się właśnie udał, do Fringe, w Newport. Na spotkanie z Charliem..

- No dobrze...ja spróbuję rozkodować resztę notatek, trochę to potrwa, zamknę narazie sklep. A ty...uważaj na siebie. Masz wrócić w jednym kawałku!

Zoe obiecała być ostrożna i pożegnała się z przyjaciółką.
Poszła tylko jeszcze do domu, by zabrać ze sobą najpotrzebniejsze rzeczy i ruszyła na stację, łapiąc pierwszy możliwy Vactrax i wyruszając w długą podróż do Newport...

                          . . .

Tymczasem gdzieś w całkowicie innym miejscu, a nawet całkiem innym świecie, przy zaśnieżonej leśnej polanie, w krzakach kryło się kilkoro ludzi, najwyraźniej na coś oczekując.
Jedna z nich, wyglądająca na ich przywódczynię  czarnowłosa kobieta w długim płaszczu , instruowała resztę żywo, aż w końcu ucichła, gdy na ścieżce pojawiło się kilku maszerujących powoli, uzbrojonych żołnierzy.
W ustalonym momencie jedna z ukrywających się osób wyciągnęła rękę lekko i bezgłośnie wyszeptała kilka słów.
Żołnierzy na ścieżce otoczyła lekko żółta, dziwna mgiełka i wtedy rebelianci wyskoczyli zza krzaków i rzucili się do walki.
Choć byli znacznie gorzej uzbrojeni, zdawali się mieć znacznie więcej zapału i choć trwało to parę dłuższych chwil ścieżkę zaścieliły w końcu ciała martwych żołnierzy..

- Azadi zapuszczają się coraz bardziej na północ...zabijamy dziesięciu, pojawia się następnych dwudziestu - powiedziała ów kobieta w płaszczu

- Więc ich też zabijemy, April. Nie są przecież niezniszczalni! - odpowiedział wyglądający na najmłodszego z grupki

- W ten sposób ich nie postrzymamy, Brynn. Potrzebujemy lepszego planu...ale teraz musimy się skupić na zdobyciu zapasów i przetransportowaniu ich na bagna.

- Masz rację. Wracamy kiedy tylko zdobędziemy to co nam trzeba - wtrącił się wysoki, czarnoskóry mężczyzna - I nie angażujemy się w walkę w pobliżu miasta..

- Będziemy ostrożni, Chawan. A teraz ruszajmy. Jeszcze kilka dni podróży na południe, i będziemy na miejscu. W Markurii..

- Nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę miasto! - ucieszył się Brynn - April, jeśli choć część opowieści jest prawdziwa, to musi być wspaniałe miejsce..

- Minęło sporo czasu...wszystko się zmienia - wzruszyła ramionami - Dalej, ruszajmy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz