April wylądowała chwilę później w Markurii, dokładnie w tym samym miejscu co za pierwszym razem, w wąskiej uliczce przy oberży Podróżnik.
Tym razem karczma była jednak zamknięta i pusta.
Tak było zresztą z całym miastem - Świątynia Ojców, , targowisko...cały główny plac Markurii był opustoszony.
Mieszkańcy najwyraźniej musieli opuścić miasto, tak jak to mówił Tobias, jednak jak się okazało - nie wszyscy.
Gdy April zapukała do okrągłego, dziwacznego domku na zielonym skwerze, po chwili usłyszała odgłos schodzenia po schodach.
Venarski ambasador najwyraźniej pozostał w mieście.
- Cieszę się, że nic ci się nie stało, Abnaxusie..- powiedziała April, gdy w końcu otworzył jej drzwi i zaprosił do środka
- A miało mi się coś stać?
- Nie wiem..bałam się, wszyscy inni opuścili miasto.
- Oo tak, większość uciekła. Nadciąga wojna. Jednak ja też uciekam..po tym jak się z tobą zobaczę.
- Nie powinieneś się dla mnie narażać na niebezpieczeństwo..
- W takim razie dla Równowagi? Znajdziesz trzy kamienie, prawda?
- Dwa już znalazłam! Brakuje mi tylko jednego..
- Oto i on..- odrzekł, wyciągając coś z dużej kieszeni i podając April - Powierzyli mi go Venarowie. Miałem go zabrać do Markurii i tam czekać, aż Kan-ang-la przyjdzie go odemnie zabrać.
- Miałeś go przez cały czas? Dlaczego nie powiedziałeś mi wcześniej?
- Zabranie go w tak długą podróż, byłoby ryzykowne, April Ryan.Teraz masz cztery kamienie, które tworzą jeden. Moja misja dobiegła końca.
Zasłona już na mnie spłynęła..teraz jest tylko...teraźniejszość i przeszłość. Nie ma przyszłości. Muszę powrócić do swojego ludu, by być z nim w tym mrocznym czasie.
- Dziękuję za pomoc...będzie mi ciebie brakowało..
- Ja też będę tęsknił. Niech Równowaga błogosławi i strzeże nas wszystkich.
Niech Równowaga będzie z tobą, April Ryan..- pożegnał się i poszedł na górę, przygotowywać się do swojej podróży
April opuściła jego dom i ruszyła w dalszą drogę.
Miała ruszyć już prosto do Enklawy Wartowników, gdy nagle przypomniała jej się jeszcze jedna osoba.
Miała dziwne przeczucie, że kto jak kto, ale pan Westhouse na pewno został w mieście i...nie omyliła się.
Zwariowany podróżnik siedział jak zawsze na ławeczce, przed swym domkiem na wzgórzu, popijając zdrowo z jakiejś butelki.
- April Ryan! A niech to..! - rozradował się - Cieszę się że cię widzę...ale wynoś się stąd zanim to wszystko się rozleci
- Ale pan zostaje, prawda panie Westhouse?
- Raczej tak...zawsze byłem idiotą..- zaśmiał się ponuro
- Nie jest pan idiotą, panie West...Brian! Walczysz o coś, w co wierzysz, na czym ci zależy..
- Nie zależy mi na tym przeklętym mieście...ale ten dom..wybudowałem go własnymi rękami. To pierwsza rzecz z której kiedykolwiek byłem dumny. Naprawdę dumny.
Nie mam zamiaru zostawić go tym cholernym, tyreńskim hordom, napadającym na nas pod pretekstem obrony granic! To Awangarda trzyma ich na smyczy, jestem tego pewien..
- Co zrobisz, kiedy tu przyjdą?
- Mam w szafie stary pistolet. Wystarczy mi naboi, żeby wybić przynajmniej z tuzin tych goblinów...jak mam zginąć to w walce
- Dasz sobie radę. Jestem tego pewna..tylko odstaw butelkę, do czasu gdy już będzie można świętować, dobrze?
- O to się nie martw. To moja ostatnia skrzynka prawdziwej whiskey. Teraz zostało mi tylko przeklęte markuriańskie wino...wierz mi, nie ciągnie mnie żeby je pić..
- Wierzę ci. Trzymaj się, Brian. Uważaj na siebie.
- Ty też, April! Będę trzymał za ciebie kciuki, a jeśli kiedyś tu wrócisz...
- Obiecuję, że cię odwiedzę. Do zobaczenia, Brian - uśmiechnęła się lekko i opuściła Westhouse'a.
Teraz już bez żadnych zmian kierunku, podążyła prostu do Enklawy Wartowników.
Jak zapamiętała, w jej zewnętrznej części, w podłodze znajdowało się specjalne miejsce gdzie należało umieścić części dysku, tak by zlały się w jedno.
April ułożyła więc kamienie starannie i odsunęła się lekko a wtedy kamienny smok u góry, rozwarł paszczę i zionął solidnie ogniem.
Zamienione w płyn fragmenty dysku, podążyły do środkowego wyżłobienia, by tam zlać się w jedno...i spaść chwilę później do środkowej części Enklawy.
Ku zdziwieniu dziewczyny, wciąż był tutaj Minstrum Yerin, którego miała okazję poznać wcześniej.
- O..och to ty. Jeśli chcesz skorzystać z biblioteki, to niestety muszę cię rozczarować. Jesteśmy dziś bardzo, bardzo zajęci. Armia Tyrenów zbliża się do miasta.
- Nie, dzisiaj nie przyszłam czytać książek. Ale jeśli jesteś tu ty...jest tu może gdzieś Vestrum Tobias?
- Mój boże...więc o niczym nie wiesz? Tobias został zamordowany..w tym całym zamieszaniu...kiedy wszyscy opuścili już miasto, poszliśmy do świątyni by uratować księgi i..znaleźliśmy Tobiasa przy freskach, które tak bardzo kochał. Morderca ugodził go w serce. Wyglądało tak, jakby Tobias nie stawiał żadnego oporu...prawdopodobnie więc znał napastnika..
April zabolała ta smutna wieść.
Nie zdążyła może poznać Tobiasa aż tak bardzo, jednak był on wyjątkowo uprzejmym, miłym człowiekiem, zawsze gotowym by pomóc.
Dziewczyna dowiedziała się jeszcze od Minstrum Yerina, iż w Enklawie jest jeszcze kilkoro kapłanów, którzy razem z nim zostaną by walczyć, i w końcu zakończyła rozmowę, schodząc na dół i wyjmując schłodzony już w zimnej wodzie, pełny dysk.
Schowała go dokładnie, pożegnała opiekuna biblioteki i pognała z powrotem do wyjścia.
Gdy jednak znalazła się już w zewnętrznej części Enklawy nagle stanęła jak wryta, wpatrując się z przerażeniem przed siebie....armia Tyreńska dotarła w końcu do miasta!
- Już tu są! O boże...gdzie jest Tunel gdy go potrzebuję? No dalej...Tunel..otwórz się...robiłam to samo kiedy byłam ostatnio przerażona i chyba nie...ach! - wykrzyknęła, wpatrując się w świetliste przejście, które właśnie pojawiło się przed nią.
Bez chwili zwłoki wbiegła do Tunelu, zostawiając za sobą Markurię, której los był teraz bardzo niepewny...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz