środa, 2 sierpnia 2017

Rozdział VIII: Ponowne zjednoczenie

I tak April, szczęśliwym zbiegiem okoliczności dotarła jednak na Alezję.
Mając przed sobą wielką, piękną plażę, pomyślała że najchętniej w tej chwili rozłożyła by ręcznik, ubrała bikini i zaczęła się opalać.
Jednak na to nie mogła sobie pozwolić - w końcu miała ważne zadanie. I to już nie jedno.
Zapuszczanie się w głąb wyspy jednak również nie było najlepszym pomysłem, szczególnie zważywszy na pokrywającą ją w większym stopniu dziką dżunglę, toteż April postanowiła rozejrzeć się najpierw po okolicy przy samym brzegu.
Na prawo, jak się okazało, znajdowała się niewielka latarnia, oraz osada dziwacznych, wielkich krabowatych stworzeń.
Jeden z nich najwyraźniej utknął w zbyt ciasnej skorupie i klikał szczypcami nerwowo, próbując ją z siebie zrzucić.
Ryan nawet chciała mu pomóc, jednak okazało się że skorupa zbyt mocno się zaklinowała, by można ją zdjąć samymi rękami.
Po drugiej stronie plaży natomiast, znajdowały się pozostałości po jakichś małych domkach, oraz...sporych rozmiarów dziura w ziemi.
Gdy April zeskoczyła ostrożnie w dół, odkryła, że to tu właśnie musieli zamieszkiwać Alatieni i Maerum, kiedy żyli jeszcze w zgodzie - górną część jaskini, zajmowały duże, solidne gniazda, natomiast dół wypełniony był wodą, w której wybudowano domki, podobne do tych które dziewczyna widziała już na dnie morza.
Samych Alatienów jednak nie było tu ani śladu, więc April w końcu wróciła na plażę i postanowiła przywołać Kruka.
Ku jej niemałemu zdziwieniu, pojawił się po krótkiej chwili..

- April! Żyjesz! Jesteś tutaj! - rozradował się na jej widok - Jesteś...przemoczona do suchej nitki.
Gdzie się podziałaś? Myślałem, że utonęłaś! Byłem totaalnie zdołowany..
W dodatku dziewczyny na tej wyspie strasznie wysoko noszą głowę..,,Jak nie masz własnego gniazda, nie masz nawet na co liczyć.."

- Cieszę się, że nie straciłeś talentu do ględzenia - zachichotała

- Nawet sobie nie wyobrażasz jak ograniczone może być takie ptasie świergolenie. Cały czas tylko ,,cześć'' i ,,tu jestem" i nic innego!

- No tak, właśnie nadrabiasz zaległości

- Skąd mam wiedzieć, czy za chwilę znowu mi nie znikniesz?

- Miałam małą przygodę pod wodą...

- Oo...nie wiedziałem że ludzie mają skrzela...zaraz zaraz, jesteś syreną?

- Nic z tych rzeczy, nie mam ogona...a ty co robiłeś od czasu, gdy cię ostatnio widziałam?

- Co prawda zajęło mi to trochę czasu, ale w końcu znalazłem ląd. Nie była to ta wyspa, tylko jakaś skała z kilkoma drzewami. Ale kiedy przyleciałem z powrotem, żeby ci o tym powiedzieć, już cię nie było!
Pomyślałem, że z tego pragnienia i głodu ci odwaliło i wolałaś się utopić, więc postanowiłem że sam znajdę jakiś stały ląd, żeby nie pójść w twoje ślady.
A potem trafiłem tutaj. Niezłe miejsce, co? A najważniejsze że nie ma tu myśliwych! Tylko parę wielgachnych krabów po wschodniej stronie wyspy i wulkan...

- Chciałabym zbadać dżunglę, ale boję się, że się zgubię. Możesz mi jakoś pomóc?

- Mógłbym polecieć w górę, i patrzyć gdzie idziesz. W ten sposób miałbym cię na oku..znaczy gdybyś się zgubiła

- Niezły plan..więc w drogę!

I tak ruszyli razem w kolejną wędrówkę.
Kruk wystrzelił więc w górę, wzlatując na tyle nisko by wszystko widzieć a April ruszyła pieszo w głąb wyspy.
Dżungla była naprawdę gęsta, ale przy tym i wydawała się dość bezpieczna - przemierzając ją, dziewczyna nie trafiła na żadne dzikie i niebezpieczne stworzenia czy chociaż pułapki.
Zatrzymała się dopiero gdy ziemią wstrząsnęło lekko, z lekkim przerażeniem odkrywając że dotarła prawie pod sam wulkan.
Wyglądał na wygasły, ale skąd w takim razie ten wstrząs...?

- Świetnie. Przeżyłam katastrofę statku, porwanie przez rybo-ludzi i naukę oddychania pod wodą, a teraz mam zginąć od wulkanicznego wybuchu? Czy to nie ironiczne? - westchnęła lekko i rozejrzała się w około.

Jej uwagę przykuło ogromne drzewo, znajdujące się zresztą całkiem niedaleko miejsca w którym się teraz znajdowała.
W koronie drzewa dostrzegła lekki zarys jakiegoś najwyraźniej zbudowanego przez kogoś urządzenia, a to znaczyło, że ktoś musiał tam być, więc i w tamtą stronę postanowiła się udać. Nie miała zresztą najmniejszej ochoty stać pod wulkaniczną górą, nasłuchując kolejnych wstrząsów.
Gdy była już prawie u celu, postanowiła chwilę odpocząć.
Usiadła pod jednym z drzew, gdy nagle...

- Aaaaauch! Zaćmienie słońca!! - rozległ się czyjś krzyk i April zerwała się jak oparzona

- Nie cierpię tego miejsca. Nie cierpię. Nie można nawet usiąść, żeby nie rozgnieść jakiegoś tubylca! To jakiś absurd..- zirytowała się, przypatrując się kolejnemu dziwnemu stworzeniu, które wyglądem najbardziej przypominało gałąź, tyle że z kończynami. No i gadającą.
Chwilę później zza drzewa wyszło jeszcze dwoje takich.

- Myślisz, że to absurd? A co my mamy myśleć? Mamy przed sobą wielkiego człowieka, który łazi po nas wielkimi, niezgrabnymi nogami! Dla nas, gości odp...

- Hej uważaj! Nikt nie będzie mnie wyzywał od wielkich i niezgrabnych! - przerwała mu April, zirytowana jeszcze bardziej

- Kobieto, przecież ty jesteś buldożerem z mózgiem! Przynajmniej dla nas, Gałęziaków.

- Więc wy jesteście Gałęziakami..?

- Zgadza się. Ja jestem Sęczak, to jest Wierzbiak a ten tam z głupim wyrazem twarzy to Drzewiak. A to jest nasze Drzewo-Matka - odparł, przedstawiając swoich towarzyszy i wskazując na drzewo za nimi

- Skoro już was spotkałam...może wiecie gdzie mieszkają Alatienowie?

- Alatienowie? Ci goście ze skrzydłami? Na górze wulkanu! Tam jest jakieś stare miasto..

- Wulkanu? Jest wygasły? Więc skąd to ciągłe grzmienie..? - zdziwiła się

- Wszystko zaczęło się kiedy Q'aman, spokojny olbrzym - pomyślałabyś że kiedyś tak go nazywali? - został wygnany przez Orlowole ze swojego miejsca gdzie łowił ryby, do jakiegoś matecznika w środku lasu..

- Hej hej hej! Nie pędź tak! Może wróć trochę i dodaj do tego parę szczegółów..kim jest Q'aman?

- To najbardziej przerażający  człowiek jakiego widzieliśmy! Jest wysoki jak góra i używa cały drzew jako wykałaczek!
Ale był dość spokojny i względnie delikatny jak na człowieka...spędzał całe dni w wiosce Orlowoli...to takie skorupiaste stworzenia...łapał tam ryby, piekł je i zjadał a potem wpatrywał się w ocean marząc o różnych rzeczach.
Orlowole jednak przestraszyły się kiedy Q'aman nadepnął przypadkiem na jedno z ich dzieci. Nie zrobił mu nic złego ale Orlowole i tak go wygnały, mówiąc żeby poszedł sobie daleko w las..

- Ale co to ma wspólnego z tym hukiem? - przerwała mu nagle

- Właśnie do tego dochodziłem!
Q'aman bardzo się tym wszystkim przejął, wpadł w depresję i poszedł spać.

- A co robi teraz..?

- Śpi dalej! I w tym właśnie cały kłopot...tak od trzydziestu zachodów słońca!

- Śpi od miesiąca? - wytrzeszczyła oczy

- Załamał się na cacy. Co w tym dziwnego kobieto? Jak ja ostatnio wpadłem w depresję to spałem przez osiem lat, i mówię ci, to były najszcześliwsze lata mojego życia..

Choć nie było to łatwe, April udało się w końcu dowiedzieć co tak naprawdę powodowało całe to trzęsienie.
Na całej wyspie porozstawiane były posągi, zbudowane w dawnych czasach przez Dolmarów, służące do porozumiewania się w razie zagrożenia z resztą wyspy. A Q'aman najwyraźniej spał przy jednym z tych posągów. I głośno chrapał.
April w zasadzie nie zainteresowała bytym jeszcze bardziej gdyby nie jeszcze jeden fakt...jeśli wierzyć Sęczakowi, urządzenie na wielkim drzewie budował właśnie on, i miało mu posłużyć do wystrzelenia się ze swymi towarzyszami na ,,wielką świecącą kulę na niebie".
I choć to akurat było raczej niemożliwe, urządzenie zdawało się móc pomóc April dostać się na górę wulkanu.
Problemem był tylko brak cięciwy..i chrapanie Q'amana, które przeszkadzało Gałęziakom w budowie.
Tak więc April kolejny raz obiecała komuś pomóc...
Zanim ruszyła w drogę, musiała najpierw dowiedzieć się gdzie śpiący olbrzym się znajduje, wpadając na pomysł by wykorzystać do tego jeden z posągów, o których powiedział jej Sęczak.
Krzyczała do niego ile sił w płucach, a echo niosło się po całej wyspie, aż w końcu Q'aman się zbudził.
Początkowo olbrzym był bardzo nieufny wobec dziewczyny, jednak w końcu zgodził się wskazać jej miejsce gdzie przebywał.
April pognała tam więc bez dłuższego zwlekania...

- Łaaa...naprawdę jesteś duży..- rzekła cicho April, spoglądając na Q'amana, który autentycznie był co najmniej dwa razy wyższy i kilka razy szerszy od niej

- Q'aman to dziwadło. Nikt go nie lubić..- spuścił smutno głowę

- Wcale nie o to mi chodziło, po prostu chciałam...przepraszam..podobają mi się wysocy, naprawdę!

- To chyba tylko tobie, bo nikt inny nie chce mieć z Q'uamanem nic wspólnego..

- W jaki sposób znalazłeś się na wyspie?

- To dłuuga historia. Naprawdę chcesz żeby Q'aman ci o tym opowiedział? - spojrzał na nią, wyraźnie ucieszony że ktoś chce z nim rozmawiać

- Nie ma sprawy, mam dużo czasu. Z przyjemnością posłucham!

Q'aman opowiedział więc April swoją historię, zaczynając od jego pracy w cyrku, gdzie dawał występy jako najsilniejszy człowiek świata, rozbijając nawet największe kamienie.
Pewnego dnia jednak, do cyrku przybył ktoś ważny, imieniem Kalif, wraz z synem, i poprosił by Q'aman rozbił tym razem jeszcze większy kamień niż zwykle.
Olbrzym nie był do tego przekonany, bojąc się że może zrobić komuś krzywdę, jednak odmawianie ważnej osobistości nie wyszłoby mu na dobre.
Tak więc zrobił jak mu kazano...lecz jego obawy niestety się sprawdziły.
Kamień który rozbijał, rozprysł się i rozleciał we wszystkie strony, a jeden z jego odłamków uderzył syna Kalifa.
Q'amanowi groziła za to śmierć, więc jego współpracownicy z cyrku pomogli mu uciec.
Tak właśnie, na jakimś statku, olbrzym dotarł na Alezję..

- Bardzo mi przykro...słyszałam, że tu również cię wygnano, i dlatego ukrywasz się w lesie..

- Q'aman jest taki niezgrabny i niebezpieczny. Nie powinien przebywać wśród innych bo tylko ich krzywdzi..

- Nie chciałbyś wrócić do wioski Orlowoli?
Na plaży, zaraz koło wioski, spotkałam jednego. Bardzo cierpiał ale nie wiedziałam jak mu pomóc...może gdybyś poszedł ze mną, ty mógłbyś mu pomóc a przy okazji zyskałbyś sobie ich wdzięczność?

- Tam może Q'aman będzie mógł pomóc, nawet jak Orlowole nie będą go chciały z powrotem..

Tak więc April wraz z olbrzymem wrócili razem na plażę, do wioski wielkich krabów.
Q'aman oczywiście, mając zdecydowanie więcej siły niż April, bez problemu pomógł uwolnić się młodemu Orlowolowi z ciasnej skorupy, na co ten kliknął kilka razy radośnie, zapraszając Q'amana z powrotem do ich wioski.
Olbrzym podziękował April, za pomoc, i skierował się na wzgórze, siadając wygodnie przy latarni i wracając do swojego stałego zajęcia, czyli wędkowania.
Dziewczyną podążyła jednak za nim jeszcze na chwilę, mając nadzieję że użyczy mu swojej wędki. A raczej samej linki, która potrzebna była do ukończenia działa Gałęziaków.
Q'aman będąc teraz znów szczęśliwy rzecz jasna zgodził się pomóc April. Złowił sobie tylko kilka ryb na obiad i oddał jej wędkę, jeszcze raz dziękując za to co dla niego zrobiła.
Ryan wróciła więc w końcu pod wielkie drzewo, na które jeszcze musiała się wspiąć i w końcu miała okazję zobaczyć wynalazek Sęczaka z bliska.
A tak właściwie nie jego a pozostałej dwójki, jak się okazało, gdyż sam Sęczak jedynie stał nad nimi, poganiał i narzekał co rusz.

- Jak wam idzie? - spytała w końcu April - Q'aman wrócił już do Orlowoli, nie musicie się przejmować wstrząsami..

- Już prawie skończyliśmy. No, może mamy jeden mały problem..- odparł Sęczak

- Czy to może się przydać? - spytała, podając mu linkę

- Niech no spojrzę...powinno działać! Dobra, słuchajcie! Mamy już wszystko czego potrzebujemy, także teraz możemy skończyć to przeklęte działo.Ruszać się! Daj nam pięć minut a wszystko będzie gotowe..

Wierzbiak i Drzewiak umocowali więc linkę solidnie, tak by spełniła swoją rolę i sprawdzili jeszcze raz czy aby na pewno wszystko trzyma się kupy. Urządzenie było skończone.

- To działa! - zakrzyknął triumfalnie Drzewiak

- Oczywiście, że zadziałało, ty drewniany móżdżku! Przecież to ja je zbudowałem!

- A więc...zamierzacie je wypróbować? - spytała April

- Żebym się zabił? Nie ma mowy! Ale jak chcesz to ty spróbuj..

Oczywiście nie było nawet takiej opcji, by April zmieściła się do środka drewnianej wyrzutni, jednak szybko wpadł jej do głowy pewien pomysł. Potrzebowała tylko liny i czegoś na kształt haka.
Ruszyła więc na kolejne poszukiwania, tym razem jednak wracając całkiem szybko, z długą, starą liną i jakąś wyszczerbioną sporą kością.
Związała obie rzeczy a potem przymocowała linkę do cięciwy i..

- Możemy strzelać! - zakrzyknęła

Sęczak nacisnął więc co trzeba i lina wystrzeliła ze świstem, zatrzymując się i zachaczając szczęśliwie na jakimś drzewku, rosnącym na ścieżce prowadzącej w górę wulkanu.
April podziękowała Gałęziakom i ruszyła powoli, trzymając się liny najmocniej jak tylko potrafiła.
Obawiała się trochę, że lina się zerwie i spadnie, jednak po paru minutach tej ryzykownej przeprawy w końcu bezpiecznie stanęła na ścieżce i podążyła w górę.
Po niedługim spacerze w końcu miała okazję zobaczyć Alatiena...i kolejną przeszkodę na jej drodze. W ścieżce była przerwa, i to na tyle duża, iż nie było możliwości by ją przeskoczyć. Alatien, który okazał się strażnikiem, też nie był skory jej pomóc, szybko orientując się że nie była żadnym kupcem, toteż tym razem April była zdana wyłącznie na siebie.
W końcu przypomniała sobie o eliksirach, które zabrała z latającego zamku Klacksa, i postanowiła wykorzystać dwa z nich.
Wiedząc że to jej ostatnia nadzieja, łyknęła solidnie eliksiru lekkości, ulała w powietrzu kilka kropel mikstury wiatru i zamierzyła się do skoku...by po chwili wylądować gładko po drugiej stronie drogi.
Strażnik był wyraźnie zaskoczony.

- Przeleciałaś nad przepaścią! Nie masz skrzydeł..a potrafisz latać jak my!

- Wierz mi, jestem tak samo zszokowana jak ty..

- Jesteś...jesteś Przywoływaczką Wiatru..!
Nasze proroctwa mówią..

- Oczywiście..jak nie wiadomo o co chodzi, to zawsze chodzi o proroctwa.
Kto to jest Przywoływaczka Wiatru?

- Jest powiedziane, że ktoś spoza naszego ludu przyjdzie do nas, latając na wietrze jak Alatieni, żeby wysłuchać naszych opowieści, znów dać nam wiatr i żeby poprowadzić nas ku nowej, szczęśliwszej przyszłości...

- To wszystko? Zaczynam powoli zapominać, jak proste było kiedyś moje życie. Rodzina, przyjaciele, stopnie w szkole, chłopcy...żadnych proroctw. Nikt nie oczekiwał, że go zbawię..- westchnęła ciężko

- Nie rozumiem o czym mówisz. Powinnaś porozmawiać z naszą Gawędziarką. Znajdziesz ją w mieście, na pewno będzie chciała cię zobaczyć. Czekaliśmy na ciebie od bardzo dawna!

- Porozmawiać z Gawędziarką..dobrze, dziękuję.

- Nie, Przywoływaczko Wiatru, to ja ci dziękuję - skłonił się lekko, a April w końcu weszła do miasta Alatienów.

Pamiętając gniazda, które widziała w jaskini przy plaży, zdziwił ją trochę widok malutkich acz całkiem zwyczajnych domków, jednak nie było mowy o pomyłce. Słysząc już od progu opowieści, które skrzydlate istoty snuły sobie nawzajem, nie miała żadnych wątpliwości, że trafiła do właściwego miejsca.
Na wizytę u Gawędziarki musiała jednak trochę poczekać - starsza wioski akurat przyjmowała innych gości.
Nie mając nic lepszego do roboty, April usiadła więc przy jakiejś Alatieńskiej dziewczynce, która samotnie bawiła się na malutkim placyku.
Se'ena - bo tak miała na imię - jak na przedstawicielkę jej gatunku przystało, zajęła April  czas kilkoma ciekawymi opowieściami, co okazało się zresztą bardzo przydatne, gdyż stojący przed wejściem do siedziby Gawędziarki stróż wymagał kilku odpowiedzi, zanim wpuścił dziewczynę do środka.
W komnacie było ciemno, a siedząca na dużym kamiennym tronie Alatienka, wyglądała jakby miała co najmniej 200 lat.

- Podejdź bliżej...jeszcze bliżej, nie widzę twojej twarzy - powiedziała cicho na powitanie - Usiądź przy mnie..oo tak.
Widzisz, moje oczy nie są już takie jak kiedyś. Dawno temu, potrafiłam wypatrzyć biedronkę z wysokości piętnastu drzew.
A teraz muszę się dobrze wysilić, żeby zobaczyć kolację przed sobą.
Ale dzięki niech będą Równowadze, moje uszy wciąż działają dobrze. Słyszałam jak słuchałaś opowieści. Potrafisz słuchać i szybko się uczysz..

- Te historie były bardzo ciekawe a Alatieni potrafią świetnie opowiadać.

- Po to żyjemy. Alatieni są Strażnikami opowieści a ja jestem ich Gawędziarką. Muszę znać wszystkie opowieści od dnia, kiedy przybyliśmy do tego świata.

- Więc nie jesteście z Ziemi? Z Arkadii?

- Według naszych opowieści, nie. Przybyliśmy tu na Wielkim Wietrze, jeszcze przed Podziałem, kiedy Ziemia była jednością a ludzie nie znali magii i nauki. Ale wtedy byliśmy inni niż teraz, choć opowieści z tamtych czasów są niejasne i pourywane...czasem boję się, że zaginą razem ze mną. Starzeję się...

- Przepraszam, że tak nagle pytam ale...co ma dla was zrobić Przywoływaczka Wiatru?

- Dziwnie się czuję, słysząc to pytanie. Nie sądziłam, że dojdzie do tego jeszcze za mojego życia...Równowaga obdarzyła cię błogosławieństwem ale i zrzuciła na ciebie klątwę. Przysłała cię tutaj, żebyś wypełniła jej wolę.
Przywoływaczka ma być zapowiedzią Wielkiego Wiatru, który zabierze nas z tego świata. Ma zjednoczyć nas z przeszłością i zakończyć erę waśni. Alatieni stracili siły dawno temu..nie wiemy jednak dlaczego tak się stało.

April opowiedziała więc Gawędziarce, czego dowiedziała się będąc w mieście Maerum.
Opowiedziała o wspólnym pochodzeniu, życiu w symbiozie i rozłamie, a także poinformowała iż Maerum są gotowi dążyć do porozumienia.
Starsza Alatienka nie była tym wszystkim specjalnie zdziwiona, jednak podobnie jak Królowa morskich stworzeń, obawiała się reakcji swojego ludu.
W końcu jednak zgodziła się wysłać swojego ambasadora, by zawarł pokój.
Udzieliła jeszcze kilka odpowiedzi na pytania April, i w końcu dziewczyna opuściła ją, spiesząc z powrotem do groty przy plaży, którą wskazała jako miejsce gdzie miało dojść do pogodzenia zwaśnionych ludów.
W końcu pojawił się i strażnik Gawędziarki a zaraz po nim Królowa Maerum.
Będąc w tym miejscu, które w dawnych czasach służyło ich ludom za wspólny dom, w końcu naprawdę poczuli więź, która łączyła ich od początków.
Po tylu latach znów zawarli pokój...a przypieczętowaniem jego było złączenie obu połówek części kamiennego dysku, którą oczywiście następnie dostała do rąk April.
Po wszystkim, gdy alatieński ambasador wrócił do wioski by nieść dobrą wieść, Królowa Maerum pamiętając o obietnicy którą złożyła, pociągnęła April ze sobą i zabrała ją na samo dno morza, do starego, śpiącego Boga...
Początkowo April błądziła wkoło, zastanawiając się czy przypadkiem właśnie nie została oszukana, jednak w końcu rozległ się gruby, dudniący głos.
To co początkową wzięła za ogromną skałę okazało się żywym stworzeniem. Stworzeniem które łypało teraz na nią ogromnym, niebieskim okiem.
To był ten jeden z niewielu momentów, kiedy April naprawdę się wystraszyła, choć sama do końca nie wiedziała dlaczego.
Kimkolwiek, lub czymkolwiek był starożytny Bóg, zwyczajnie czuło się przed nim ogromny respekt.
Okazał się być jednak całkiem łagodny, odpowiedział April na większość pytań ( poza banalnym ,,kim jestem" na które odrzekł jedynie, iż April otrzymała odpowiedź na początku swojej podróży ),  wręczył jej pierwszy kryształ, potrzebny do ukończenia kamiennego dysku.
Po tym wypłynął na powierzchnię, sunąc szybko w bliżej nieokreślonym kierunku, aż w końcu oczom April ukazał się jakiś pływający obiekt - bardziej jak miasto niż statek.
Bóg z głębin odstawił April na ten pokład, zapewniając ją że od Ludzi Mroku, do których należało pływające miasto, otrzyma ona mapę, na której wskazane będzie położenie wejścia do Krainy Strażnika.
Po tym zanurzył się z powrotem i zniknął dziewczynie z oczu.
April nie miała więc innego wyjścia jak iść dalej, mając nadzieję że te wszystkie przygody mają się już centymetrów
W końcu udało jej się dojść do jakiegoś zamkniętego pomieszczenia, gdzie już czekał na nią przedstawiciel kolejnego magicznego gatunku - Ludzi Mroku.
Ubrana w czarną pelerynę z kapturem pod którym chyba nawet nie było twarzy, lewitująca kilka centymetrów nad ziemią istota, nie sprawiała co prawda zbyt miłego wrażenia, jednak April podeszła pewnym krokiem i przywitała się.

- Dzięki że zabraliście mnie na pokład...

- Kim jesteś?

- Myślałam że...to znaczy czy Starożytny Smok nie..? No dobra, jestem April Ryan, ze Stark. A ty pewnie jesteś..ee..Mroczną Osobą?

- Ale kim jesteś? - powtórzył pytanie

- Ja jestem..tylko studentką..nie jestem nikim specjalnym..

- Wręcz przeciwnie. Kim jesteś? - powtórzył po raz trzeci, nie zamierzając najwyraźniej odpuścić

- Jestem tylko...- urwała na chwilę, po czym odpowiedziała już całkiem pewnie - Jestem Przywoływaczką Wiatru. Jestem Ukoicielką Wody. Jestem April Bandu-Embata z ludu banda i Kan-an-gla z ludu Venarów. Jestem Skoczkiem.
Pewnego dnia, zostanę Trzynastym Strażnikiem i będę strzegła Równowagi. Jestem April Ryan. Oto kim jestem.

- Taak...to ty. Jesteś Falą.

- Falą..? Dlaczego?

- Masz cel i odgrywasz ważną rolę we Wszechświecie.
Fala to ktoś, kto prowadzi innych w kierunku zmiany, w przyszłość. Po twoim przejściu zostaną koła, które rozejdą się daleko po wodzie. Nigdy nie zginą. Dzięki twojej wędrówce, zmienią się oba światy...dlatego jesteś Falą.

- Niebieski Smok powiedział że macie dla mnie mapę..

- Tak, mapę gwiazd. Sporządziliśmy ją specjalnie dla ciebie, w naszej bibliotece. Pilnuj jej jak oka w głowie, to jedyny egzemplarz. Ale to nie jedyne po co przyszłaś..- odrzekł i wręczył jej do rąk mapę oraz...trzecią część kamiennego dysku

- Wszyscy tylko czekają aż się zjawię, żeby mi coś dać. Kto by pomyślał że szukanie przygód będzie takie łatwe?

- Mylisz się, zapewniam cię, że
nie zawsze tak będzie.

- Pewnie wiesz lepiej..- westchnęła - Moglibyście zabrać mnie do Markurii?

- Dobrze. Będziemy płynąć całą noc, ale o brzasku powinniśmy dotrzeć na miejsce.
Możesz tu odpocząć i przespać się w czasie podróży. Płomienie zapewnią ci ciepło. Ale nie oddalaj się za bardzo, moi bracia nie lubią obcych.

- Będę o tym pamiętać, dziękuję

- Dobrze. A teraz śpij..- odrzekł i podążył w swoją stronę a April ułożyła się na miękkim podłożu, i zasnęła prawie od razu...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz